Historia powstania firmy, czyli jak z jednego „drobnego” błędu narodził się całkiem poważny biznes…
Był początek roku 2002. Mój dobry kolega podsyła mi zlecenie: „Zrób mi, proszę, prościutką stronę do sprzedania dwóch czy trzech projektorów”. No to machnęliśmy tę stronę, ot, zwykła statyczna witryna. Projektory się sprzedały, temat praktycznie umarł. Rozliczone. Zrobione. Zapomniane.

Minęło kilka miesięcy i wtedy zaczęły się te dziwne telefony.
Wyobraź sobie późna jesień, ciemno i zimno, Warszawa Włochy, godz 17.00, ulica Globusowa (korek jak w morde .. itd), jedziemy z kumplem i odbieram telefon:
— „Dzień dobry, macie może projektory na wynajem?”
Ja na to: „Projektory? Nie, to jakaś pomyłka…”.
Piętnaście minut później kolejny telefon z tym samym pytaniem.
„Co jest grane?”, myślę sobie. „Czy ktoś nas wkręca?”.
Za trzecim telefonem pytam gościa o adres strony www z której dzwoni. Słyszę: „No, projektory.w-wa.com”.
W głowie mi się zapaliła lampka ostrzegawcza: „Chwila, przecież to ta strona testowa, co to niby miała być przekierowana na prawidłową domenę!”.
W domu (bo nie było smartphonów i wifi) sprawdzam temat, słowem – zapomnieliśmy ustawić przekierowania 301. I na tej testowej stronie zabrakło informacji, że projektory są na sprzedaż, a nie na wynajem. I kolega wkleił mój nr telefonu, a nie docelowej osoby.
A że akurat w tamtych czasach wyszukiwarki działały nieco inaczej (no dobra, zupełnie inaczej), to nasza testowa strona zaczęła hulać w topach Wirtualnej Polski i Onetu pod hasłem „projektory”. A co najlepsze, mój numer telefonu widniał na samym środku!
Po kilku kolejnych podobnych telefonach, jeszcze tego samego dnia, z moim kumplem stwierdziliśmy, że warto pójść za ciosem. Najpierw mówiliśmy uprzejmie „przepraszam, nie mamy projektorów na wynajem”, ale w końcu…
— „Halo, macie projektor?”
— „Tak, oczywiście, właśnie został ostatni, ale zaraz sprawdzę dostępność!”
No i w te pędy zaczęliśmy kombinować, skąd wziąć prawdziwy projektor. Jeden kosztował wtedy majątek (kilkanaście tysięcy złotych, kiedy ludzie zarabiali 1000–1500 zł), ale – co ciekawe – wynajem takiej „bestii” potrafił się zwrócić w zaledwie 3–4 dni, o ile zgarnęło się 8 godzin wynajmu.
Cennik był dość prosty: 500 złotych za pierwszą godzinę (wraz z dojazdem) i 300-350 zł za kolejną godzinę, a że najczęściej wypożyczano sprzęt na 3–4 godziny (czasem nawet na cały dzień), to wystarczyło parę zleceń i cała zabawa szybko się zwracała.

A skoro działa, to dlaczego nie poszerzyć floty o kolejne projektory? I tak się zaczęło:
- Kupiliśmy drugi, trzeci, piąty…
- Dogadaliśmy się z innym kolegą co miał dostęp do telewizora plazmowego (koszt wtedy od ok. 80 000zł)
- Założyliśmy spółkę 3Tech sp. z o.o.
- Zaczęliśmy też sprzedaż i wynajem (nie tylko projektorów, ale i telewizorów plazmowych, ale innych mniejszych sprzętów – palmtopy i potem laptopy)
Cała zabawa przy tak wysokich cenach wynajmu trwała oczywiście tylko kilka miesięcy i szybko się skończyła z powodu znacznego obniżenia kosztów zakupu projektorów (to była wtedy absolutna nowość w Polsce).

Z czasem 3Tech zmienił się w Alpha Vision i dalej krąży po świecie eventów i prezentacji, a my do dziś wspominamy, jak to jeden malutki (i dość komiczny) błąd z przekierowaniem 301 zmienił nam życie. Bo czasem, żeby stworzyć fajny biznes, wystarczy drobiazg – w naszym przypadku niedokończona strona testowa plus lawina telefonów od zdesperowanych miłośników projektorów.
No i jak tu nie wierzyć w przeznaczenie 🙂